Urodziłem się w Warszawie na początku lat 80. i byłem pierwszym pokoleniem Polaków, które nie było zmuszane do nauki rosyjskiego w szkole. Być może dlatego po ukończeniu 18 lat postanowiłem uczyć się właśnie rosyjskiego i wyjechałem na studia do Petersburga. Chciałem przeczytać Nabokova i Dostojewskiego w oryginale. Szybko przekonałem się, jak bardzo odległe jest moje „literackie” postrzeganie Rosji od rzeczywistości, którą poznałem. W 2013 roku, ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz pod presją Rosji odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, a setki studentów w proteście wyszło na kijowski Majdan. Miałem poczucie, że ten konflikt jest ważny nie tylko dla samej Ukrainy, ale także dla całego regionu, w tym Polski, która właśnie obchodziła dziesięciolecie członkostwa w UE. Miałem właśnie skończyć 31 lat i zwykle tego dnia planowałam wyprawić z tej okazji przyjęcie w moim warszawskim mieszkaniu, ale tym razem pomyślałem, że jedynym odpowiednim sposobem na świętowanie będzie pojechać pociągiem do Kijowa i okazać solidarność z protestującymi. Przyjechałem do Ukrainy tylko na trzy dni, ale skończyło się na trzech miesiącach i kręceniu filmu dokumentalnego o uczestnikach rewolucji na Majdanie. Główny bohater mojego filmu wstąpił do batalionu Azow, by bronić Mariupola, i w 2014 roku został wzięty do niewoli przez armię rosyjską. Próbowałem go odnaleźć przez kilka następnych lat, ale bezskutecznie. W trakcie tego procesu narodziło się moje szczególne przywiązanie do Ukrainy i jej mieszkańców, ponieważ moje życie splątało się z jej historią polityczną. To dlatego, kiedy Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę na pełną skalę, czułem, że nie mogę pozostać niezaangażowany.
Trzy dni po inwazji Rosji na Ukrainę, kupiłem vana i zaangażowałem się jako wolontariusz w transporcie uchodźców z granicy. Tydzień później jeździłem już po samej Ukrainie, oferując przewóz nie tylko z Kijowa czy większych miast, ale też odległych zakątków kraju, skąd nie było innej możliwości wyjazdu. Zacząłem również współpracować z międzynarodowymi organizacjami pomocowymi w ewakuacji osób znajdujących się w wyjątkowo trudnej sytuacji: kobiet w ciąży, osób niepełnosprawnych, cudzoziemców. Wykorzystując znajomość języków ukraińskiego i rosyjskiego organizowałem przewożonym osobom miejsce zamieszkania i dalszą podróż. Łącznie udało się ewakuować ponad 400 osób. W trakcie mojego zaangażowania, zrodził się pomysł na film, którego realizacja pozwoliłaby prowadzić działania pomocowe, a jednocześnie dokumentować pogarszającą się sytuację kraju, będącego obiektem terroru wymierzonego w ludność cywilną. „Skąd dokąd” to opowieść pozbawiona komentarza post factum i warstwy analizy, bowiem bohaterami są osoby, które właśnie zdecydowały się na ucieczkę. Intymna przestrzeń auta tworzy pole do pełnych szczerości rozmów między kierowcą a pasażerami, dotyczących życia, marzeń i niepokojów. Toczą się one w naturalny sposób, ponieważ wynikają ze spotkania dwóch ciekawych siebie stron.
Zamysłem dokumentu, poza przedstawieniem historii osobistych, jest także pokazanie krajobrazu wojny rozgrywającej się na naszych oczach, której przebieg przekroczył najgorsze prognozy i której skutki — materialne, psychiczne, społeczne i cywilizacyjne — będziemy liczyć w dekadach. To także świadectwo ogromnej mobilizacji pomocowej polskiego społeczeństwa i historycznego zbliżenia obu naszych krajów mimo trudnej przeszłości.